Przewiń do artykułu
Artykuły tematyczne

Artykuły są sortowane alfabetycznie według porządku A-Z. Jeżeli nie możesz odszukać interesującej Cię treści w spisie treści skorzystaj z wyszukiwarki treści.

Zamknij spis treści

Dobre, lepsze, najlepsze... okna PVC

Rynek pełen jest okien wyłącznie dobrych, lepszych i najlepszych. A gdzie podziewają się te złe, gorsze i najgorsze? Ktoś powie złośliwie, że jeśli te dobre są na rynku, to te złe są już z pewnością w domach inwestorów. Nie jest ani tak dobrze jak mówią sprzedawcy, ani tak źle jakby chcieli złośliwcy. A jak jest?

Poszło okno do doktora…

Na początku listopada Związek Pracodawców – Producentów Materiałów dla Budownictwa podał do publicznej wiadomości wyniki zleconych przez siebie badań okien. W założeniu badanie adresowane było do przyszłych nabywców i miało dać odpowiedź na pytanie, czy osiągi okna kupionego w punkcie sprzedaży odpowiadają wartościom deklarowanym przez producentów. Badaczom wyszło, że w większości przypadków nie odpowiadają, co jest przejawem nieuczciwości. Oliwy do ognia dolała publikacja Gazety Wyborczej, w której z wyników uczyniono ranking jakości wyrobów, no i się zaczęło. Firmy, które wypadły rzekomo gorzej zagrzmiały z oburzeniem. Te podobno lepsze nie omieszkały zgrabnie wpleść tego faktu w marketingową opowieść o własnej świetności. W medialnej przestrzeni zaczęły się krzyżować oświadczenia, kontroświadczenia, interpretacje i nadinterpretacje. Gorączce uległy branżowe media, które zamiast zająć się w redakcyjnych komentarzach analizą wyników, przyczyn i skutków, poświęciły miejsce i czas głównie emocjonalnym wystąpieniom producentów i organizatorów zarzucających sobie żonglowanie danymi.

Syndrom psiego ogona

Widzieliście kiedyś psa, który kręci się w kółko goniąc własny ogon? Z podobną nieco sytuacją mamy do czynienia po przeprowadzonych badaniach okien. W powierzchownych sądach wygłaszanych publicznie przez organizatora i część mediów okazało się, że firmy, które zadeklarowały wysoki poziom osiągów i częściowo przestrzeliły, są „nieuczciwe”. Z kolei firmy deklarujące nisko i ostrożnie, przy okazji trafiające w punkt, spora część branży uznała za… równie „nieuczciwe” twierdząc, że niskie poziomy osiągów to produkt daleki od doskonałości. Czyli tak źle, a tak niedobrze. Jakby się nie kręcić ogon zawsze z tyłu.

Spróbujmy przyjrzeć się badaniu odrzucając elementy walki konkurencyjnej oraz tok i sposób myślenia narzucony przez dziennikarzy GW. Na podstawie wyników jednostkowego badania, pojedynczego okna nie powinno się oceniać producenta wedle zasady „uczciwy – nieuczciwy” albo dzielić produktów według kryterium „dobre – zdyskwalifikowane”. Żadnego pochopnego ferowania wyroków. W medialnym zamieszaniu nikt na razie nie zainteresował się dlaczego na 13 zbadanych wyrobów tylko w trzech przypadkach stwierdzona została zgodność osiągów deklarowanych ze zbadanymi? Czy te trzy przypadki zgodności dają podstawę do twierdzenia, że w pozostałych dziesięciu mamy do czynienia z nieuczciwością producenta i próbą świadomego wprowadzania w błąd nabywców? Czy producent okien w ogóle odpowiada za poziom osiągów okna sprzedawanego przez dealera będącego niezależnym podmiotem gospodarczym? Lista ważkich pytań jest zdecydowanie dłuższa, a i na te postawione nie sposób odpowiedzieć wyczerpująco w jednym artykule.

Zło konieczne

Naszym zdaniem dziesięć „pudeł” to reguła, którą powinni zapamiętać i zrozumieć wszyscy producenci, sprzedawcy i inwestorzy, a trzy „trafienia” to… szczęśliwy przypadek nie wynikający z przemyślanej polityki jakości.

Producent może z pełną odpowiedzialnością zadeklarować poziom osiągów eksploatacyjnych okien wyłącznie na podstawie posiadanych świadectw i raportów ze wstępnych badań typu wyrobu (ITT), albo wstępnych pełnych badań typu o ile nadal deklaruje zgodność wyrobu w odniesieniu do wymagań odpowiedniej aprobaty technicznej. To prawda, że producenci coraz częściej badają swoje wyroby, ale prawdą jest również, że wielu z nich nadal nie traktuje ich jako istotnego elementu systemu zapewnienia jakości, który powinien idealnie współgrać z polityką informacyjną firmy i obowiązującym systemem prawnym. Badania, to dopust Boży, zło konieczne i wymyślony przez kogoś sposób na „wyciąganie kasy”. Takie podejście sprawia, że badania się zleca, a wyniki… odkłada na półkę, nie wykorzystując ich w codziennej pracy albo wykorzystując bezmyślnie, co właśnie zostało obnażone przez Związek Pracodawców – Producentów Materiałów dla Budownictwa.

Nieuczciwość, czy bezmyślność?

Posiadanie wyników badań to jedno, a umiejętne z nich korzystanie to zupełnie, co innego. Po zleceniu, a przed otrzymaniem świadectwa wykonania badań typu, producent ściśle współpracuje z laboratorium badawczym. Skutkiem takiej współpracy są poziomy osiągów o wartościach maksymalnych albo pożądanych przez zleceniodawcę dla określonej próbki w zakresie badanych właściwości. Brak dalszego zainteresowania sensem i znaczeniem tych badań sprawia, że uzyskane poziomy osiągów są często bez zastanowienia przenoszone przez firmy do informacji towarzyszącej oznakowaniu CE albo znakowi budowlanemu B, bądź podawane nabywcy, gdy o nie zapyta. Takie zachowanie byłoby zrozumiałe gdyby producent lub sprzedawca mógł w dowolnych warunkach i na dowolny okres zapewnić 100% powtarzalność wyników. Nie może, a twierdząc, co innego lub posługując się wynikami badań typu „bez namysłu” popełnia oczywisty błąd, który wcale nie wynika z braku uczciwości, ale z braku wyobraźni albo, co gorsze, kompetencji.

Załóżmy, że jesteśmy w stanie w procesie produkcyjnym zapewnić 100% powtarzalność osiągów z badań ITT. Przed zadeklarowaniem takich poziomów osiągów warto odpowiedzieć sobie na pytanie o czas w jakim taka deklaracja będzie na pewno odpowiadała stanowi rzeczywistemu. Po krótkim zastanowieniu łatwo dojść do wniosku, że w praktyce jest to możliwe wyłącznie do czasu dotarcia okna do... bramy zakładu produkcyjnego. Dlaczego? Powody są co najmniej dwa. Pierwszy to przepisy Kodeksu cywilnego, drugi, to wiedza o tym jak i jaką drogę przebędzie produkt zanim zostanie wbudowany w obiekcie budowlanym i co się z nim po drodze będzie działo. Nie czas na rozważania prawne lepiej prześledzić drogę produktu od producenta, do finalnego nabywcy:

Okno ze stołu montażowego (ręcznie) na stojak i do magazynu. Z magazynu na samochód. Samochodem na drugi koniec powiatu, województwa, czy Polski po drogach, które są, jakie są. Z samochodu, (ręcznie), do magazynu dealera. Z magazynu dealera, (ręcznie), na samochód ekipy montażowej. Samochodem na plac budowy po drogach, które są… . Z samochodu ekipy montażowej, (ręcznie), na… cokolwiek, co będzie pod ręką i pod ścianę. Do tego miejsca wszystkie czynności związane ze składowaniem, transportem lub opakowaniem powinny odbywać się zgodnie z odpowiednią instrukcją wydaną przez producenta, ale konia z rzędem temu, kto taką już widział. Dalej demontaż skrzydeł, rama w ścianę, powrotne założenie skrzydeł i regulacja przywracająca w teorii ustawienia fabryczne, wszystko na podstawie kolejnej instrukcji producenta, wykonane przez ekipę montażową o standardowym zaangażowaniu i umiejętnościach. Czy okno posiada jeszcze osiągi na poziomie fabrycznego ITT?

Przy transporcie i dostawach materiałów sypkich, ciekłych lub gazowych obowiązuje często tak zwany % na ubytki. Coś wyparuje, coś się wysypie lub wyleje. Badania Związku pokazały, że podobnie (niestety) dzieje się z oknami. Tu, co prawda samego produktu nie ubywa, ale może zmieniać się poziom osiągów w zakresie niektórych właściwości eksploatacyjnych i takie jest właśnie wytłumaczenie 10 wpadek. Zmianę osiągów łatwo przewidzieć choćby na podstawie opisanej przez nas drogi produktu do nabywcy. Nie przewidziano. Czy brak przewidywania to nieuczciwość? Wydaje się, że w badaniu nie odkryto żadnej nieuczciwości po stronie różnych podmiotów uczestniczących w obrocie, ale na pewno sporą dawkę lekceważenia lub braku procedur oraz zwykłej bezmyślności. Mleko wykipiało, a tu zamiast brać się do sprzątania nieuważne i nierozważne kucharki tracą czas na spory karkołomnie dowodząc, że mając mały garb jesteśmy lepsi, bo oponent ma dwa i jest większym wielbłądem. Czy już nie pora, by wielbłądem nie bywać wcale?

Ziarno ślepej kury

A co z grupą trzech „uczciwych” szczęśliwców, którym udało się trafić w punkt, a nawet wyprodukować okna lepsze niż im się wydawało? Tym się zdarzyło jak przysłowiowej ślepej kurze ziarno. Dwóch, posiadane wyniki badań ITT odłożyło na półkę tak głęboko, że całkowicie o nich „zapomniało”, więc zadeklarowali poziom osiągów na poziomie wymagań aprobat technicznych ITB. Nie czas i miejsce na głębszą ocenę obecnej wartości od lat takich samych osiągów wymaganych przez ITB od okien z PVC. Są niezmiennie i niezmiernie niskie, więc łatwo je spełnić, a nawet niechcący poprawić, co także udowodniło badanie Związku. Tak po sprawiedliwości trzeba zauważyć, że producenci „nieuczciwi”, w większości spełnili wymagania aprobat z naddatkiem większym nawet niż ci „uczciwi”. Powstaje zatem całkiem zasadne pytanie, czy wymagania na poziomie osiągów proponowanych przez ITB w aprobatach mają jeszcze sens i odzwierciedlają dzisiejszy stan techniki, a przede wszystkim, czy mogą być jeszcze satysfakcjonujące dla odbiorców okien?

Z chwilą przyjęcia do zbioru polskich norm, normy EN 14351-1:2006, aprobaty powinny przestać obowiązywać. Z różnych przyczyn tak się nie stało i to nie jest dobre z punktu widzenia rozwoju branży okiennej i konkurencji na rynku krajowym. Możliwość posługiwania się w ocenie zgodności przez jedną cześć producentów aprobatami, a przez drugą normą europejską może teraz rodzić u tych drugich pokusę deklarowania osiągów na poziomie albo nawet poniżej poziomu wymagań aprobat technicznych, co nie jest zabronione. W skrajnych przypadkach dla właściwości, dla których nie ma wymagań krajowych można by i deklarować wyłącznie osiągi nieokreślone (npd). Idąc tą drogą, branża zrobi krok do tyłu, ale będzie pełna firm „uczciwych”.

Inne wnioski płyną z poziomu osiągów zadeklarowanego przez trzeciego „doskonałego”. Nieco powyżej wymagań aprobat technicznych, ale z pewnością znacznie poniżej wyników badań ITT. To przemyślne i ciekawe rozwiązanie. Biorąc pod uwagę wszystkie deklaracje „za wysokie” i nietrafione oraz „za niskie” i niedoszacowane, ta droga wydaje się stanowić dobrą podstawę do poszukiwania złotego środka, czyli wartości osiągów uwzględniających nieuchronną „utratę wartości” przez okna, ale jednocześnie odpowiednio wysokich, by absorbować najnowsze osiągnięcia w dziedzinie techniki okiennej i kroczyć za rosnącymi oczekiwaniami rynku. Ten sposób deklarowania wskazuje, że najwyższy już czas na opracowanie dla okien PVC całkiem nowych minimalnych wymagań eksploatacyjnych, w pełni kompatybilnych z normą PN-EN 14351-1+A1:2010.

Stare i nie jare

Dobrze znane aprobaty techniczne serii AT-15, to nic innego jak pewien zbiór wymagań minimalnych. Minimalnych wartości osiągów w zakresie określonych właściwości, jakie powinno posiadać okno, by mogło być zastosowane w budownictwie. Mówiąc obrazowo żadne okno nie powinno być gorsze niż chce tego aprobata, lepsze może być zawsze! Na szerszą dyskusję, czy aktualny poziom wymagań w aprobatach odpowiada dzisiejszemu stanowi techniki, zapotrzebowaniu inwestorów i szeroko pojętego budownictwa nie czas i miejsce. Naszym zdaniem już od dawna nie odpowiada i czas na zmiany. Istotne jest także to, że wymagania aprobat, jakie by nie były i tak nie mają charakteru przepisów powszechnie obowiązujących.

Nieco inaczej w tym zakresie jest z drugim istniejącym zbiorem wymagań, czyli Rozporządzeniem Ministra Infrastruktury z dnia 12 kwietnia 2002 „W sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie” (Dz.U. z 2002 roku, Nr 75, poz. 690), stanowiącym polski zbiór przepisów techniczno-budowlanych o powszechnie obowiązującym charakterze, co przesądza o ich nadrzędnym znaczeniu w stosunku do wymagań aprobat. Okno wprowadzane do obrotu w Polsce musi spełniać wymagania wynikające z przepisów techniczno-budowlanych. Niestety słabą stroną Rozporządzenia jest to, że można w nim odnaleźć jedynie dwa wymagania związane z oknami i na dodatek oba są już... do niczego. Pierwsze wymaganie dotyczy przepuszczalności powietrza wyznaczanej wartością współczynnika infiltracji „a”. Drugie, określa górną dopuszczalną wartość współczynnika przenikania ciepła w zależności od strefy klimatycznej. Współczynnik infiltracji powietrza z Rozporządzenia jest skamieliną po aprobatach technicznych i niewiele ma wspólnego z klasami przepuszczalności powietrza z normy PN-EN 14351-1+A1:2010. Natomiast przenikalność cieplna okna na poziomie Uwmax 1,8 – 1,7 W/(m2 * K) jest oderwana od aktualnego stanu techniki oraz nieadekwatna do oczekiwań inwestorów w czasach energooszczędności i budownictwa pasywnego.

Nowy ład

Znana i obowiązująca od 5 lat norma wyrobu EN 14351-1 nie zawiera żadnych wymagań w odniesieniu do okien. Jej istotne znaczenie wynika z faktu, że ustala i wprowadza ona na nasz grunt po raz pierwszy zasadę, że poziom wymagań dla okien i drzwi zależy od indywidualnie ustalonej charakterystyki oraz zamierzonego przez nabywcę użytkowania z obowiązkowym uwzględnieniem wymagań krajowych przepisów techniczno-budowlanych. Oznacza to, że każde okno wprowadzane do obrotu na polskim rynku musi spełniać wymagania wynikające z obowiązujących u nas przepisów techniczno-budowlanych, a poza tym o możliwości jego zastosowania w danym obiekcie budowlanym decydują inne czynniki, jak na przykład lokalizacja, wielkość obiektu, albo jego przeznaczenie. Osobą zobowiązaną do porównania wymagań obiektowych z zadeklarowanymi przez producenta osiągami jest architekt, projektant lub po prostu inwestor, nazywany w normie „kompletatorem”.

W ten sposób ponownie wracamy na teren badania przeprowadzonego przez Związek Pracodawców – Producentów Materiałów dla Budownictwa. W odniesieniu do zasady, którą przynosi norma EN 14351-1 zleceniodawca badań, dziennikarz, inwestor, a nawet branżowy konkurent jako umowny „kompletator” może sobie oceniać osiągi okien w sposób jaki tylko zechce w odniesieniu do ustalonych przez siebie równie umownych wymagań obiektowych. Wtedy wolno sobie pozwolić na „dyskwalifikowanie” dowolnych okien jako nie spełniających indywidualnych wymagań. Nie wolno jednak tak postąpić i posuwać się do „dyskwalifikacji” wyrobu w odniesieniu do wymagań przepisów techniczno-budowlanych, szczególnie jeśli nie potrafi się ich właściwie odczytać i zinterpretować. Wymagana w Rozporządzeniu minimalna wartość współczynnika infiltracji odnosi się wyłącznie do budynków mieszkalnych, zamieszkania zbiorowego i budynków użyteczności publicznej. To spora grupa obiektów budowlanych, ale nie wszystkie. Wyroby „zdyskwalifikowane” w ocenie badających mogą być bez problemu wykorzystane w budynkach rekreacji indywidualnej lub gospodarczych (§ 3 pkt 7 i 8 Rozporządzenia).

Kres pogoni za ogonem

Znane powiedzenie mówi, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Kto zarabia na chaosie w branży okien PVC? Nie podejmujemy się odpowiedzi na to pytanie. Wiadomo za to kto traci. Tracą producenci, którzy chcieliby naprawdę zadbać o jakość swoich produktów. Tracą także inwestorzy. Brak jasnych kryteriów oceny, brak wymagań minimalnych powoduje, że rynek pełen jest wyłącznie okien dobrych, lepszych i najlepszych. W branży trwa bezpardonowa walka konkurencyjna, ale wyłącznie na słowa, bo w dziedzinie techniki okiennej byle kto może zagonić ją do kąta nawet wtedy gdy ma liche podstawy. Pojedyncze głosy sprzeciwu, oświadczenia, powtórne badania powodują tylko wrażenie u osób patrzących z boku na to widowisko, że jednak coś jest na rzeczy z tą okienną „uczciwością”. Nie słychać jednego głosu branży. Nie słychać Związku Polskie Okna i Drzwi. Nie słychać Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Producentów Okien. Czy te organizacje jeszcze istnieją i kogoś reprezentują?

Trochę trudno pojąć, że producenci okien PVC, których wspólny potencjał czyni z nich już największą europejską potęgę eksportową nie potrafią, czy też nie chcą porozumieć się w najżywotniejszych dla siebie kwestiach tylko ciągle wolą ganiać w pojedynkę za własnym ogonem rozdrabniając się w niekończących sporach. Co gorsze, są to spory o przysłowiową pietruszkę, bo jeśli w branży nie ma jednego spójnego systemu oceny wyrobów, nie ma wymagań minimalnych, to o co tu się spierać? Każdy o wszystkim może powiedzieć, że jest dobre, lepsze a nawet najlepsze i kłamał nie będzie, bo brak punktu odniesienia.

Niewielkie badanie okien i wielki po nim hałas każe nam się kolejny raz zastanawiać, czy nie nadszedł właśnie czas, aby powołać wreszcie wspólną jednostkę organizacyjną o dużej autonomii, której zadaniem byłoby tworzenie standardów technicznych, prawnych i organizacyjnych dla branży producentów okien PVC? Mały sprawny twór, którego działania mogłyby stymulować dalszy rozwój tej części branży, budować jej wizerunek, a przy okazji ogarnąć nieco ten bałagan informacyjny choćby poprzez zlecanie cyklicznych badań okien spełniających jednocześnie wymogi badań okresowych do normy wyrobu. Byłoby to połączenie pożytecznego z koniecznym, a w efekcie powstawałaby profesjonalna informacja niezbędna projektantom i inwestorom do określania „wymagań obiektowych”.

Zanim ta wizja się spełni, o ile kiedyś w ogóle się spełni, na początek warto usiąść do stołu i wzorem krajów ościennych ustalić wreszcie poziom minimalnych wymagań dla „uczciwego” okna PVC. Nie byłoby już dylematu, czy lepiej deklarować wysoko, czy nisko. Powstałby dokument na kształt normy branżowej. Opracowany, przyjęty i uznany przez grupę producentów mających duży udział w rynku, szybko stałby się punktem odniesienia w przeróżnych ocenach i rankingach, a w ciągu najbliższych miesięcy byłby głosem polskiej branży okien PVC w szykujących się zmianach prawa krajowego wynikających z nowych Rozporządzeń Parlamentu Europejskiego i Rady Europy. Branżowa rozmowa i porozumienie producentów w kwestiach technicznych to chyba całkiem uczciwa i tania droga do „uczciwości” jakby jej tam kto nie pojmował. Na razie jest boisko, nie ma zasad. Czas je ustanowić zanim kolejny raz zrobi to kto inny, oczywiście w Waszym imieniu i na Waszą „korzyść” Panowie Producenci Okien PVC. Jak zwykle!

OKNOTEST.PL

Więcej produktów
Przejdź do kategorii „Artykuły i wiadomości branżowe” Przejdź do kategorii „Okna energooszczędne”